Australijskie tropiki. Cairns-Port Douglas cdn..
Tropikalna fauna.
Z
e zwierzat zyjacych w dzungli tropikalnej najciekawszy jest duzy bezlotny ptak - cassowary,
troche podobny do strusia emu. Ma on metelicznie czarne piora, czerwona i niebieska lysa
szyje oraz glowe ozdobiona rogowym pioropuszem i znajduje sie obecnie na liscie zwierzat
zagrozonych wyginieciem. Ptak ten polyka pozywnienie w calosci. Jest w stanie polknac
nawet spora pomarancze i mozna zobaczyc jak powoli przesuwa sie ona wzdluz szyi jako babel
w przelyku. Dopiero od niedawna wiadomo, ze nasiona niektorych drzew tropikalnych nie
zakielkuja, jesli nie przejda przez zoladek cassowary (zas inne nasiona wyzwala dopiero
pozar lasu). Gdyby te ptaki wymarly, zgina wraz a nimi i owe gatunki drzew.
Ptaki te nalezy traktowac z naleznym dystansem. Nie dziob jest najgrozniejszy
(emu potrafi rozlupac nim i czaszke) ale duzy pazur, ktorym cassowary potrafi rozpruc
wroga od paszczy do odbytu.
Samice cassowary sa bardzo - nawet jak na czasy dzisiejsze - wyemancypowane. Podrzucaja
kilka swych jaj samcowi do wysiedzenia i wychowania, a same udaja sie na poszukiwanie
nowego frajera. A osiagaja to bez uciekania sie do pomocy sadow czy maltretowania partnera.
I nie sa zmuszane do placenia samcowi alimentow. Zaiste, niezbadane sa prawa natury.
Mam pozyteczna propozycje dla halasliwych i aktywnych "wyrownywaczy" krzywd spolecznych.
Moze by tak, zamiast uszczesliwiac nas na sile, wziac tych paru nieuswiadomionych samcow,
zapisac ich na wieczorowy kurs, wyjasnic im ich niezbywalne prawa (przeciez wszystkie
cassowary powinny byc rowne!), urzadzic pare halasliwych demonstracji i strajkow oraz
zrobic pokazowy procesik jakiejs szczegolnie rozwiazlej i bezczelnej samicy. A wreszcie
"przepchnac" odpowiednia regulacje prawna i poprawic te glupia nature - tej
niesprawiedliwosci dziejowej nie wolno puscic plazem!
Z innych ciekawych i inteligentnych zwierzat tropikow nalezy wymienic blizsze nam rasowo
(bo ssaki!) olbrzymie nietoperze-owocojady - z pyszczkow i zebow podobne do malych psow,
ale smierdzace jak duze swinie! Bylem zaskoczony, bo - wedlug popularnej a nieprawdziwej
teorii - jarosze jakoby nie moga cuchnac. Okazuje sie, ze - widocznie dla rownowagi -
matka natura wyposazyla je w specjalne gruczoly zapachowe, ktore produkuja owe smierdzace
paskudztwo, jakim nacieraja sie te kosmate (poza uszami i blona miedzypalcowa) zwierzatka.
Byc moze bronia sie w ten sposob przed insektami.
Krokodyle slonowodne, wbrew pozorom, maja mozdzek wielkosci orzecha wloskiego i wcale nie
sa tak zarloczne jak sie sadzi. Zyjac w wiecznym lenistwie, osiagaja dlugosc do szesciu
metrow, 15 cetnarow wagi i ponad sto lat. Poniewaz gady te maja bardzo niski metabolizm,
a czerpia energie ze slonca, wiec nawet sporemu krokodylowi wystarcza jak zje pol kurczaka
tygodniowo. A moga byc na glodowej diecie i do roku. Ich agresywnosc wynika wylacznie z
instynktu obrony terytorialnej, bo - wbrew pozorom - o pokarm wcale nie tak latwo w
tropikalnych, slono-slodkich rzeczkach, a swego rewiru bronic wypada.
Krokodyl moze lezec do dwoch godzin pod woda bez ruchu, na wstrzymanym oddechu
(ale jednoczesnie swietnie slyszac drgania gruntu). Gdy zdecyduje sie zaatakowac
nieroztropnego smialka na ladzie (najczesciej dzika swinie), czyni to z poczatkowa
szybkoscia 15 metrow na sekunde. Ale ten zryw trwa tylko moment i na ladzie krokodyl
osiaga nie wiecej niz 3 metry na sekunde (przecietny czlowiek biega dwa razy szybciej).
Krokodyle, uzywajac swego poteznego ogona jako sruby napedowej, potrafia podniesc swe cialo
z wody na wysokosc do 2 metrow, a wiec chronienie sie przed nimi na zwisajace nad woda
galezie nie jest zadna obrona. Tym niemniej, na 13 zgloszonych i udokumentowanych
smiertelnych przypadkow zaatakowania czlowieka przez krokodyla, tylko jeden zdarzyl sie na
ladzie. Przyczyna pozostalych bylo nieuswiadomienie, glupota lub niepotrzebna
brawura - ludzie nie powinni byli byc w wodzie tam, gdzie byli.
W zasadzie nalezy traktowac kazdy naturalny zbiornik, w ktorym woda zachowuje temperature
powyzej 10-ciu deg C. jako potencjalnie zamieszkaly przez krokodyle. Najlepszym sposobem
sprawdzenia czy tak jest w istocie jest wrzucenie do wody (sorry, przyjacielu!) psa.
Jesli pies przezyje te kapiel, to i samemu mozna zaryzykowac, jesli nie - trzeba rozgladnac
sie za nowym przyjacielem.
Rybacy i pletwonurkowie poinformowali mnie, ze widziano slonowodne krokodyle nawet w
okolicach rafy koralowej - czyli kilkadziesiat kilometrow od brzegu.
Rozowa poswiata.
Czesto dziwilem sie, ze krajobrazy polnocnej Kwinslandii na pocztowkach i w broszurach
reklamowych skapane sa w rozowo-liliowej poswiacie. Dzisiaj juz wiem, ze ten specyficzny
efekt uzyskuje sie fotografujac zachodzace slonce w porze wypalania traw, chaszczy i
obalonych drzew w lasach. W porze suchej pracownicy parkow narodowych podkladaja ogien na
szczycie gor. Gwarantuje to, ze ogien bedzie mozna kontrolowac, bo jego front porusza sie
pod wiatr, w dol zbocza i w strone morza. Regularne wypalanie materialow latwopalnych
gwarantuje tez, ze samoistne pozary lasow nie sa tak dewastujace. Wlasnie te dymy z owych
wypalan traw, rozwiewane bryza wiejaca od morza, powoduja, ze zachody slonca sa
wrzosowo-purpurowe. Podobne zjawisko mozna bylo zaobserwowac, gdy uaktywnil sie wulkan
Pinatubo na Filipinach i wyrzucil w atmosfere miliony ton pylow, ktore dotarly i do
polnocnej Australii.
Strona :
1,
.,
3,
4