Australijskie tropiki. Cairns-Port Douglas cdn..

Tropikalne smaki. T ropiki to takze, a moze przede wszystkim, egzotyczne smaki. Po raz pierwszy spozylem z lekka-dojrzaly orzech kokosowy. Plyn wewnatrz jest slodkawy i orzezwiajacy, a bialy jak zsiadle mleko miazsz ma konsystencje sztywnej galarety i jest wlasciwie pozbawiony zdecydowanego smaku kokosa. Zupelnie nie smakuje tak, jak dojrzaly kokos z polki melbournenskiego supermarketu.
Te ledwo-dojrzale kokosy sprzedaja na targowiskach. Najczesciej lokalny osilek z tasakiem lub maczeta w reku, trzema precyzyjnymi cieciami scina gore orzecha i w otwor wklada slomke. Po wypiciu soku, wraca sie do sprzedawcy, ktory jednym ciosem rozcina pusty czerep na polowy. Wtedy mozna wylyzeczkowac miazsz. Praca takiego sprzedawcy jest niebezpieczna - widzialem paru z powaznymi uszkodzeniami - to brakowalo im palca, to mieli malo wladne dlonie (przeciete sciegna w przeszlosci), to byli pokryci bliznami na przedramionach itp. W czasie gdy pracuja, lepiej sie do nich nie zblizac na odleglosc wyciagnietej reki + dlugosci bialej broni.
W odpowiednim czasie mozna podegustowac i inne owoce sezonowe. Np. tamtejszy passion-fruit - o zoltym kolorze - jest znacznie slodszszy od tutejszego, fioletowo-brazowego. Oczywiscie najtansze (jak w wiekszosci Australii) sa pomarancze, ktore dostarczane sa z terenow chlodniejszych.
W sklepie z pamiatkami dla turystow (sic!) mialem moznosc kupienia paczki australijskij herbaty - Daintree Tee, pochodzacej z wulkanicznych terenow plaskowyzu. Jest ona bardzo aromatyczna, smaczna (zawiera niewiele garbnika), ma charakterystyczny, przyjemny posmak, ale jest 3 razy drozsza od najlepszej cejlonskiej.
Kawe australijska mozna sobie darowac bo, choc ma zachecajacy, mocny aromat arabijki, w smaku jest calkowicie do luftu! Byc moze nie umieja jej tutaj odpowiednio palic.

Uslugi.

Rowniez i tam grasuja cwaniacy, ktorzy kombinuja jak wycisnac maksymalna ilosc pieniedzy z naiwnego turysty. A rozzuchwalili to bractwo turysci z Japonii, ktorzy - jak wiadomo - nie maja targowania sie we krwi. Niestety, obecnie Japonczykow nie przyjezdza tam tak wielu jak w przeszlosci i szakale owe - przyzwyczajone do bylych sporych zyskow - staraja sie oskubac uwaznie ogladajacych kazdego dolara Australijczykow. Stosowane sa roznego rodzaju "zagrywki" typu: windowania cen uslug (bez gwarancji ich swiadczenia) a jednoczesnie redukowania kosztow zapewnienia waznych dodatkow, takich jak: przyzwoity obiad czy kubek swiezo zaparzonej kawy. Natomiast innym "przedsiebiorczym" wydaje sie, ze wystarczy zadomowic pare nietoperzy w altance w ogrodku i juz mozna kasowac spory wstep za moznosc obejrzenia takich cymesow.
Swiadczacy uslugi sa czasami bardzo pazerni na forse, ale karki maja nadzwyczaj sztywne przy posludze - hardosc i duma to podstawowe cechy "prawdziwego Australijczyka". Z trudem dociera do nich, ze swoj biznes powinni oprzec na klientach byc moze biedniejszych, ale gwarantujacych regularne dochody. Turysci zagraniczni wszak kieruja sie modami i kaprysami, przyjezdzaja falami ale tez i nagle, bez uprzedzenia, przestaja przyjezdzac. Prawdopodobnie niewielu Australijczykow spedza ponownie urlop w tym samym miejscu, i dlatego lokalni biznesmeni nie widza sensu w specjalnych zabiegach w celu utrzymania tego samego klienta.

Zakonczenie .

Jak juz zaznaczylem wczesniej, pozytywa znacznie przewyzszaja negatywa i naprawde warto pojechac w tropiki w odpowiedniej porze roku i w odpowiednim wieku.
Wiele rzeczy wyglada lepiej i dokladniej na pocztowkach i na ekranach telewizora, tym niemniej telewizor i papier nie sa w stanie oddac zapachow, smakow, atmosfery i specyficznego stylu zycia w tropikach. Warto tam jechac choc raz w zyciu, by zobaczyc to, co tak apetycznie kusi w broszurach i reklamowkach. Szczegolnie, gdy baaaaardzo rzeska pogoda, jaka zazwyczaj panuje w Melbourne zrobi z nas czerstwego pikla. Koszt 10-cio dniowej eskapady dla 2 osob: $1000 przelot + $900 noclegi + $1200 wycieczki + $400 jedzenie = $3500. Podobne wczasy ma Bali kosztowalyby ok. $2000.

A na koniec troche tamtejszego humoru:

Pytanie: - Gdzie znajduja sie najwieksze nieeksploatowane zloza zlota? Odpowiedz: - Na dnie gorskiej rzeki Barron, ktora wije sie w okolicach Cairns. (Wyjasnienie: Tam wlasnie odbywaja sie 2 razy dziennie splywy gumowymi tratwami-pontonami, srednio po stu turystow dziennie, i ponoc nie zdarzylo sie jeszcze, aby ktorys z uczestnikow nie zgubil w nurcie rzeki czegos zlotego: obraczki, kolczyka, naszyjnika, lancuszka, bransoletki czy pierscionka).


Strona 1, 2, 3 .,



Wlodzimierz Wnuk