Australijskie tropiki. Cairns-Port Douglas cdn..

Rafa koralowa. O czywiscie wiekszosc turystow przyjezdza do polnocnej Australii by ujrzec Great Barrier Reef - rafe koralowa, ktora nalezy do swiatowych terenow chronionych. Rafa ta rozciaga sie wzdluz polnocno-wschodniego wybrzeza Australii (ale nie wylacznie). Powstala ona w okresie polodowcowym, gdy wody oceanu podniosly sie i wdarly sie na polozone na wapiennym podlozu niziny pra-Australii. Rafa oddalona jest od obecnego brzegu na od 30 do 100 km i na granicy szelfu kontynentalnego siega do glebokosci kilkudziesieciu metrow - do granicy penetracji promieni slonecznych. Ale i na glebokosci paru metrow - szczegolnie w czasie odplywu - mozna wiele zobaczyc; wystarczy maska i fajka do oddychania. Polecam tez skafandry neoprenowe, bo woda wcale nie jest za ciepla (zaledwie dwadziescia pare stopni).

Rafe tworza mikroskopijne organizmy bezszkieletowe, ktore buduja - dla ochrony - wapienne scianki wokol siebie. Zywia sie one glownie pozywieniem filtrowanym z wody. Trzeba pamietac, ze powierzchnia rafy jest szorstka jak tarka i jesli chcemy nurkowac i jej dotykac, to bez rekawic, nakolannikow, pletw (lub sandalow) i piankowej kamizelki narazeni bedziemy na krwawiace otarcia. W czasie odplywu mozna zobaczyc tuz pod powierzchnia wody: koralowce-mozgowniki, krzaki akropory, korale rogowe - gorgony i gabki glowiaste, wielokolorowe dzwonkoplawy, mszywioly i glony. Sporo widac tez rozgwiazd czy morskich "ogorkow", ktore - oprocz dosc odpychajacego wygladu - strzykaja slona woda, gdy sa niepokojone.

Przed rozpoczeciem zwiedzania rafy nalezy umiec rozpoznawac zwierzeta dla czlowieka niebezpieczne - ryba diabel, szkaradnica, gigantyczne malze, blekitna osmiornica czy drapiezne slimaki-konusy w kuszacych pieknem muszlach moga byc grozniejsze niz rekin czy jadowity waz morski, ktore ciesza sie przesadnie zla reputacja.

Na temat rafy napisano grube ksiazki i nakrecono kilometry filmow, a wiec nie ma co sie silic na krotkie "streszczenia". Zazwyczaj rozne osoby zachwycaja sie roznymi rzeczami - jeden spedzi caly dzien przygladajac sie rybom-motylom inny obserwujac anemonie, polipy czy muszle. Wydaje sie, ze dla kazdego znajdzie sie tam cos interesujacego. Gra kolorow jest oszalamiajaca, ale zeby to wszystko zobaczyc w pelnej krasie trzeba wybrac dogodny moment. Najwazniejsza jest przejrzystosc wody i intensywnosc naslonecznienia. Zobaczyc mozna m.in. kolcobrzuchy, ryby papuzie, okoniopodobne lucjanusy, kropkowane koralowe pstragi, barrakudy, belony, ryby-nietoperze, mureny i ogromne strzepiele. Gdzie nie spojrzec gniezdza sie malze i olbrzymie klamy.
Wbrew powiedzonku "niemy jak ryba", zycie na rafie obfituje tez w roznorodne dzwieki; najwyrazniejszym w tle jest monotonny, niski ton kruszarek kamieni. To ryby papuzie szczypia swymi rogowymi szczekami-lamaczami kolonie wapiennych koralowcow, krusza, a z tylnego otworu wysypuje sie im drobny piasek. Spotkac mozna rogatnice, wargacze, kostery czy rybki-lancetniki. Rzadziej - mureny, plaszczki, raje czy rekiny.
W zasadzie nie wiadomo, dlaczego prawie wszystkie stworzenia zamieszkujace rafe sa tak bajecznie kolorowe - i to zarowno samice jak i samce.

Jeszcze ciekawsze sa dziwa, ktorych dojrzec nie mozna na codzien, ale o ktorych zapewniaja ichtiolodzy. Otoz np. mala, kolorowa rybka (clown-fish) zyjaca w symbiozie z parzacymi anemoniami moze w czasie swego zywota (ale nie jednoczesnie!) byc dwuplciowa. Rybki te lacza sie w dozgonne pary. Samica ciagle dokucza samcowi i chyba z tego stresu nie moze on jej przerosnac. Ten sadystyczno-myzogeniczny zwiazek trwa do czasu smierci partnera. Jesli zdechnie samica, samiec nie przywdziewa zaloby ale zaczyna rosnac i w pewnym momencie przeobraza sie w samice. Nastepnie dobiera sobie partnera do sztorcowania i spolkowania. Kazdy - jak widac - lubi sie poszarogesic - nawet za cene transwersytyzmu. Gdyby tak nasi "kochajacy inaczej" przeobrazali sie w stateczne, rodzace matrony!

Jedna praktyczna uwaga: przed nurkowaniem nalezy zdjac wszelka bizuterie (szczegolnie kolczyki) bowiem - na szczescie nie zdarza sie to na codzien - gdy ryby wpadaja w szal zerowania, rzucaja sie na wszystko co lsni i moga urwac kawal zaobraczkowanego ucha. Lowic je wowczas mozna na gole, byle blyszczace haczyki. Posiadacze zlotych zebow moga sie nie trapic - statystyki nie zanotowaly wypadkow wyszarpniecia zlotej koronki lub mostka. To akurat zdarzalo sie zupelnie gdzie indziej.

Nalezy uprzedzic, ze piasek w okolicach Portu Douglasa i Cairns jest mieszanka zmielonego kwarcu, wapnia i mulu, ktory wytraca sie bardzo wolno. Najmniejsza fala czyni wode maloprzejrzysta, a kolory staja sie tak wyblakle jak na tkaninie spranej do cna. Jesli wieje wiatr a rejon, gdzie nurkujemy, nie jest calkowicie osloniety rafa (jak atol) lub nurkujemy w korytarzach pomiedzy rafami (a tam wlasnie morskie zycie kipi najobficiej), prad przeciskajacej sie wody morskiej powoduje, ze z dna podnosza sie tumany "kurzu" i czesto widocznosc jest slaba. Glebokosc wody pomiedzy wybrzezem a rafa jest rzedu 10-15 metrow, a wiec jest tak plytko jak na jeziorze Sniardwy na Mazurach, gdzie nawet slabiutki wiatr potrafi wywolac olbrzymia fale. Ma to istotne znaczenie rowniez dla naszego samopoczucia.

Dojazd na rafe.

Pamietajmy, ze przecietnemu, jednokadlubowemu statkowi doplyniecie do rafy zajmuje ok. poltora godziny, co przy dwu-metrowej fali walacej monotonnie w burte i kolyszacej statek na boki niemalze gwarantuje chorobe morska. Tak jest gdy wiatr wieje WZDLUZ wybrzeza - czekac wiec nalezy na uklad atmosferyczny, gdy izobary (linie tego samego cisnienia) ukladaja sie rownolegle do linii brzegowej - wowczas wiatr bedzie wial albo od albo do morza (oczywiscie najlepiej, gdy panuje kompletna flauta). Dlatego, w miare moznosci, nalezy wybierac sie na przejazdzke na pokladzie duzego katamaranu. Jeden z nich - duraluminiowy gigant - codziennie zabiera setki osob, rozwija 50 km na godzine i pruje po wodzie jak po stole. Ten doplywa na najdalsza rafe, ale bilety sa stosunkowo drogie (125 dolarow od osoby za sam transport). Dla osob, ktore nie planuja glebokich nurkowan jest to opcja najwygodniejsza; wytrawni, doswiadczeni pletwonurkowie moga skorzystac z czegos znacznie tanszego - od 120 dolarow za transport i dwa polgodzinne nurkowania do 10 m. Glebiej nie warto, bo od tej glebokosci jest juz bardzo szaro i monotonnie - jesli nie mamy ze soba dodatkowego zrodla swiatla.

Pare praktycznych rad dla nurkujacych:
  1. podreczna wodoszczelna latarka (najtansza, ze 15 dolarow) pozwala ujrzec owe bajeczne kolory. Fotografowanie wymaga znacznie silniejszego zrodla swiatla.
  2. jednorazowe wodoszczelne aparaty fotograficzne sa uzyteczne do glebokosci 2 metrow. Poniewaz blona fotograficzna nie jest wystarczajaco czula (ok.100 ASA), zdjecia pstrykane glebiej wygladaja po wywolaniu niemal jak nieostre, czarno-biale.
  3. z dostepnych na rynku jednorazowek (ok. 19 dolarow sztuka) najpraktyczniejszy jest aparat fimy Fuji, bo ma duze pokretlo do przesuwania filmu. Jest to bardzo istotne, gdyz wodoszczelna obudowa pod wplywem cisnienia "zakleszcza sie", a palce w chlodnej wodzie grabieja.
Sam zmarnowalem polowe filmu Kodaka, bo mialem trudnosci z mechanizmem przesuwu. Pamietajmy tez, ze materialy fotograficzne w Porcie Douglasa sa 3 razy drozsze niz w Melborne, zas jedzenie tylko o 10-20%. Nota bene, jedzenia nie wolno ani przywozic ani wywozic z tropikow.

Wedkowanie.


Oczywiscie, w broszurach i reklamowkach mozemy napawac sie widokami np. zlowionych olbrzymich ryb i dac sie skusic na wedkowanie w mulistych rzeczkach wokol Cairns i Portu Douglasa, ale - zazwyczaj po zaplaceniu 70 dolarow za sam przywilej trzymania przez pare godzin wedziska w rece - okazuje sie, ze byly to jedne z niewielu ryb zlowionych w ciagu ostatnich lat - i to przy idealnych warunkach (w nocy). Dobre polowy zdarzaja sie, ale tylko przy odpowiedniej kombinacji: temperatury powietrza i wody, naslonecznienia, przynety, wyglodzenia ryb itp. Zli i dotkliwie pogryzieni przez malutenkie, ale bardzo kasliwe i agresywne muszki wracamy do hotelu po to, by (klnac jak szewcy) wsciekle drapac sie jeszcze przez 3 tygodnie - nawet po powrocie do Melbourne. Jesli wedkowac - to na rafie! Koszt - $100 od osoaby za jednodniowa wycieczke. Nie uzywa sie wedzisk tylko duze szpule z zylka. Niestety, na rafe trzeba doplynac i to z w miare pelnym zoladkiem.


Strona 1, 2, ., 4