Australijskie tropiki. Cairns-Port Douglas .

Miejsce atrakcji. P oczatkiem lipca spedzilem 10 dni w australijskich tropikach - na polnoc od zwrotnika Koziorozca, w Porcie Douglasa. Miejscowosc ta ciagnie sie kilometrami wzdluz waskiego niemal polwyspu - skrawka wzglednie plaskiego terenu wzdluz Morza Koralowego o szerokosci ok. kilometra, wcisnietego pomiedzy zarosniete palmami kokosowymi wybrzeze morskie a spore gory, za ktorymi ciagna sie plaskowyze i niedostepne wzgorza pokryte tropikalna dzungla

Warto pamietac, ze szerokosc geograficzna tego rejonu (ok. 15 deg) odpowiada mniej wiecej szerokosci na jakiej lezy Angola, Mozambik, Madagaskar (po tej stronie globu) lub Wietnam, Kambodza (na polnocnej polkuli). Bez watpienia jest to najblizej rownika polozony obszar zagospodarowany i na stale zaludniony przez rase biala.

Do niedawna Port Douglasa byl niewielka i "zapuszczona" osada. Choc zbudowano i zasiedlono ja niemal przed wiekiem (glownie jako punkt przerzutowy zlota wydobywanego z bylych koryt wartkich rzek przecinajacych plaskowyz ciagnacy sie w glab ladu), nawet w czasach najwiekszej jego swietnosci nie mieszkalo tu wiecej niz 20 tysiecy osob. Po wyczerpaniu sie zloz zlota, Port Douglasa zaczal zamierac. Mieszkalo tam do niedawna ok. 300 osob - szczegolnie po dewastacjach jakie od czasu do czasu czynily cyklony (np. w ubieglym roku cyklon Justin szalal przez miesiac, niszczac wiele zabudowan i powalajac wiele drzew).

W latach osiemdziesiatych, gdy rozbuchana i zarloczna spekulacja na gieldach swiatowych siegnela zenitu, w Porcie Douglasa pojawili sie australijscy inwestorzy z portfelami wypchanymi akcjami - wsrod nich i pozniejszy bankrut, Christopher Skase - i zaczelo sie trzebienie zarosli i mangrowcow, nawozenie piasku, niwelacja terenu oraz budowanie luksusowych hotelikow, zajazdow i resortow. Jednoczesnie zaczeto agresywnia reklamowac i propagowac zalety tego regionu, co wkrotce spowodowalo masowy naplyw turystow z Japonii i Europy i co, w konsekwencji, spowodowalo wywindowanie cen ziemi i domow do niebotycznego poziomu. Potem nastapil krach na gieldzie, licytacje i przymusowe wyprzedaze. Dzisiaj atrakcyjnosc Portu, jako tropikalnej nowalijki, troszke splowiala.

Obecnie japonscy turysci przyjezdzaja jedynie sporadycznie, a jesli juz przyjada to wybieraja Cairns, kilkusettysieczne miasto, polozone o 65 km bardziej na poludnie. Prawdopodobnie czuja sie oni lepiej w miescie niz na wsi, jaka - nie ukrywajmy - jest Port Douglasa. A najlepiej czuja sie oni we wlasnym towarzystwie i otoczeniu przyslowiowej japonskiej ukladnosci i uprzedzajacej grzecznosci personelu na wyspie Great Keppel, gdzie maja swoj prywatny resort i pas startowy (wybudowali nawet kawalek przyzwoitej autostrady na niedalekim ladzie).
Ci, ktorzy w chwili natchnienia kupili niedawno jakas posiadlosci w Porcie Douglasa, maja teraz duze klopoty za sprzedaza i to nawet po obnizeniu cen o 1/4. Tym niemniej, ceny mieszkan i moteli sa stosunkowo umiarkowane - dwie osoby moga przenocowac w sezonie za od 60 (domki kampingowe) do 120 dolarow (samodzielne mieszkanie z kuchnia, polozone w poblizu plazy i sklepow). Poza sezonem obnizki sa znaczne.

Wlascicielami ziem ciagnacych sie wzdluz waskiego wybrzeza byli glownie plantatorzy trzciny cukrowej - produktu niewymagajacego, latwego w uprawie i dochodowego (wystarczy glebe raz zaorac i zasiac a zbiera sie plony przez nastepne 3 lata). Obawiam sie, ze po zniesieniu importowych, zaporowych cel na cukier wyprzedaz tych gruntow ulegnie znacznemu przyspieszeniu. Kupcami sa czesto duze firmy japonskie lub miedzynarodowe, ktore planuja wybudowanie luksusowych parkow rozrywki, resortow wypoczynkowych itp - glownie dla turystow zagranicznych z odpowiednio zasobnymi portfelami.

Warto choc raz pojechac w te australijskie tropiki - oczywiscie nie wtedy, gdy jestesmy juz jedna noga w grobie. Zwiedzanie bowiem i branie udzialu w oferowanych atrakcjach wymaga sporej kondycji - o ile pragniemy na wlasnej skorze, a nie na ekranie czy papierze, odczuc te splendory. Zdjecia i opisy na reklamowkach i w broszurach sa, niestety, mylace. Glownie dlatego, ze ujecia, ktorymi umajono foldery, aranzowano w roznych porach roku. Grzmiace wodospady i dziwa prawdziwej tropikalnej dzungli ujrzymy glownie w porze deszczowej (pazdziernik-luty), zas lazurowe, przejrzyste wody tylko (o ile nie ma silnego wiatru) w porze suchej (maj-sierpien). Tambylcy twierdza, ze najlepiej przyjezdzac w kwietniu lub wrzesniu - a wiec na przelomie dwoch glownych por roku - i poza sezonem. W porze deszczowej nalezy raczej zapomniec o kapielach w morzu, bo zazwyczaj dryfuje wtedy w wodzie sporo parzacego, galaretowatego paskudztwa - meduz.

W porze deszczowej rowniez nie nastawiajmy sie na zwiedzanie rafy koralowej i obserwowanie zycia podwodnego, w porze suchej nie liczmy na wielorakosc i bogactwo kolorow dzungli, czy na splywanie rzekami gorskimi - za $60 od osoby. A propos, w porze deszczowej czasami tez nie - podczas aktywnosci cyklonu Justin poziom wody w strumieniu gorskim Barron wzrosl o 5 metrow i trase, ktora normalnie pokonuje sie tratwa w poltorej godziny mozna bylo pokonac w 5, przerazajaco dlugich, minut. Zawsze natomiast mozna liczyc na skakanie w przepasc z nogami uwiazanymi do elastycznej linki (bungy-jumping, $50), loty na spadochronie holowanym przez motorowke (para-sailing, $55), skoki z samolotu z instruktorem na plecach, przytroczonym do wspolnego spadochronu (sky-diving, $250) czy poranne loty w koszu balonu ($120) wzmocnione szampanem i kanapkami z piersi indyka. Wyciag linowy (powyzej koron drzew dzungli) z podczepionymi gondolami obserwacyjnymi tez funkcjonuje codziennie (bilet powrotny $50), a grupy artystow aborygenskich wystepuja regularnie w zadaszonym pawilonie ($40). Dodam, ze nauka rzucania bumerangiem jest meczaca, bo - wbrew oczekiwaniom - trzeba sie za nim dobrze nachodzic.

Kolejka linowa warto sie przejechac - chocby dlatego, ze tylko w ten sposob mozna poznac zapachy jakie wydziela tropikalna dzungla, a ktorych nie poczujemy ich spacerujac po jej zacienionym poszyciu. Zapachy te sa tak wielorakie i tak intensywne, ze na parokilometrowym odcinku linii napowietrznej osoby o nawet srednio wrazliwym wechu wyraznie poczuja zmiany w typie roslinnosci krzewiacej sie ponizej. Z gory takze wyrazniej widac, ze konkurancja pomiedzy roslinami w dzungli tropikalnej polega na walce o dostep do swiatla. Zupelnie jak walka klasowa - kto oswiecony, ten wygrywa. Nie powinno nas dziwic, ze ponad 90% zycia roslinnego i zwierzecego koncentruje sie w koronach bardzo wysokich i smuklych tropikalnych drzew i paproci.



Strona ., 2, 3, 4